Uciekam z domu 2007-11-17 22:12:00

Uciekam z domu, z tego pustego domu z tych stu metrów kwadratowych tak dobrze mi znanych i kochanych a mimo to uciekam. Nienawidzę ich. Nienawidzę tych śmieci, najchętniej wyrzuciłabym z tego domu 90 % wszystkich sprzętów i mebli. Nienawidzę i kocham tę starość i pustkę, ciasnotę... Wyrzucać już nawet nie ma gdzie bo strych jest pełen. Co powoduje u starszych ludzi to, że nie potrafią sie pozbywać śmieci? A właściwie to zawsze tak było, może to gust PRL-u...? Mam. Mam już coś swojego. Od czasu do czasu biorę do ręki klucz, żeby uwierzyć, że to prawda. kiedy znów nie ma ciepłej wody w kranie, kiedy mój pokój znowu cuchnie dymem papierosowym i kiedy znowu muszę brnąć przez śnieg i błoto do pracy, czy biegnę zziajana, żeby zdążyć na autobus myślę o moim cudownym nowym mieszkanku z narożną wanną, cudownym kutym łożem (którego sobie jeszcze nie kupiłam) oraz idealną intymnością.
Wiele zawdzięczam jak zwykle Komuś Wyjątkowemu.
Szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie,
Bo potem przyjdzie mróz i szczęście pryśnie.
Pustka w sercu, w duszy mrok

I tak do końca, za rokiem rok.

skomentuj (1)

LUKSUS 2007-11-06 22:52:00

Człowiek powinien dorastać w luksusie, żeby potem właściwie z niego korzystać. Tego na dobrą sprawę nie da się nauczyć. Są ludzie, którzy sprawiają wrażenie jakby to przychodziło im łatwo. Zazwyczaj "uczą się" luksusu powodowani uczuciem zazdrości, kompleksami... Jeden z moich byłych, wywodzący się z biednej prostej rodziny osiągnąwszy pewną stabilizację finansową dosłownie sfiksował. Musiał mieć wszystko najlepsze - nowy samochód, jakiś gadżet, ubrania najdroższych marek, najlepszą whisky - i wszystko to kupował tak zachłannie, tak mściwie patrząc przy tym na swoich pseudokolegów, że wydawało mi się, jakbym widziała zawiść w czystej postaci. Inni, też najczęściej wywodzący się z uboższych rodzin, podnosząc w znaczny sposób poziom swojego życia próbują wywołać zazdrość u innych, bo to jest ich cząstka władzy, to jest ten stan kontroli nad innymi prostymi ludźmi, kiedy można im się zaśmiać w twarz i fałszywie pobiadolić nad ich losem od czasu do czasu podkreślając swoje cudne życie - w rzeczywistości ubogie wewnętrznie i smutne... Bo jak można być szczęśliwym, gdy czuje się ustawiczny przymus udowadniania czegoś sobie i innym?
Mamy więc zazdrość, kompleksy i luksus jako przyzwyczajenie. Chyba żadna z tych rzeczy mnie nie dotyczy. W pewnym momencie mojego życia marzenie o życiu w luksusie wyblakło, zobojętniało mi. Kiedyś marzyłam o teatrach, koncertach, rozrywkach z górnej półki, szmatkach z najnowszych kolekcji... - o świecie z kolorowych magazynów. Potem zaczęłam nienawidzić ten świat. Za nierówność, niesprawiedliwość społeczną, za to, że nie mogę urodzić się drugi raz i mieć tak samo dobrze jak oni. Krótko i zwięźle - POGODZIłAM SIĘ Z TYM CO MAM. A przynajmniej z sytuacją materialną, bo jeśli chodzi o miłość, pracę i różnego rodzaju wartości niematerialne nie przestałam czuć potrzeby ich pogłębiania. Ostatnio byłam gościem pewnej dość dziwacznie dobranej pary - ona z biednego blokowiska, on prezes dużej firmy. Patrząc na pałac w jakim tej biednej z pochodzenia dziewczynie przyszło mieszkać poczułam podziw, a może raczej zdziwienie. Skąd wzięła tyle siły, żeby tak drastycznie zmienić swój styl życia? Bo to nie chodzi tylko o to, gdzie się bywa, jak się spędza czas i ile pieniędzy się wydaje. Tu trzeba było drastycznej zmiany myślenia. Jeśli człowiek był przez większość życia pozbawiony wielu szans potem w ogóle przestaje brać je pod uwagę, przystosowuje się... Ta kobieta nie była raczej jedną z zakompleksionych czy zazdrosnych, nie miała więc tego "drive'a" do luksusu. Dlatego podziwiałam jednocześnie trochę współczując tej presji. Sama nie mam żadnego drive'a, może poza zwykłym drobnym upraszczaniem sobie życia. Nagle ktoś próbuje przeforsować mi już gotowy scenariusz mojego życia na najbliższe lata. Przyszłość ta miałaby się zmienić na "lepsze" - także w sensie materialnym. Kosztem, który musiałabym ponieść jest zgoda na życie w luksusie, czyli jakby zmiana mentalności, co nie jest wcale takie łatwe. Co więcej zmiana stylu życia i oczekiwań wobec niego miałaby zajść w sposób "naturalny", jako powiedzmy efekt uboczny. No właśnie... Cała nadzieja w tym, że wszystko odbywa się mimochodem, moim drivem jest uczucie, a nie zazdrość czy kompleksy. Ja nawet boję się tej zmiany.

Tak trochę z innej beczki. Czasami zastanawiam się czy ja aby na pewno wiem... czy my wszyscy zwykli szarzy ludzie zdajemy sobie sprawę, jak niebezpieczne i nierzadko nieszczęśliwe może być życie najzamożniejszych ludzi, powiedzmy z pierwszej setki rankingowej w kraju? Władza i pieniądze na pierwszych stronach gazet przyprawiają nas o gorzki uśmiech, afery wychodzące na jaw są z naszej perspektywy groteskowe, bo my - biedni jesteśmy dobrymi cynikami. Ale śmierć, strach, utrata zaufania, morderstwa, szantaże - czy luksus jest wart, by ponieść taką cenę i stanąć w samym centrum tego kłamliwego świata?

Szkoda, że nie można uciec na bezludną wyspę albo wrócić do Edenu, chodzić nago po ziemi i nie czuć już nigdy żadnego "drive'a". No, ale wtedy byłoby nudno, nie?:)

skomentuj (1)

Pan Dobra Wróżka. Do czego ja zmierzam...? 2007-10-31 21:40:38

Pan "Dobra Wróżka" twierdzi, że chce tylko mojego szczęścia. Twierdzi, że chce mnie zabrać do swojego "lepszego" świata. Jego świat ma też swoje mroczne strony, opowiadał mi przecież kiedyś o pewnej śmierci, która przecież była pośrednio konsekwencją jego stylu życia. A cóż ja mam do wyboru...? Zawsze ta niecierpliwość. Chciałabym

Przyglądam się swojemu kotu i podziwiam go. Kocham koty. Jestem typem kota. Wyobraziłam sobie siebie za 10 lat we własnym mieszkanku z dwoma kocurami, samotną, bezdzietną i z roku na rok coraz bardziej "niezależną". Nie marzę o niczym więcej, tylko o niezależności. A moje rówieśnice rodzą dzieci. A już na pewno większość o tym myśli. A ja jak słyszę moje koleżanki z pracy rozgadujące się o karmieniu, wyrzynaniu się ząbków lub wyborze przedszkola to robi mi się mdło. Faceci w ogóle nie gadają w ten sposób. Ci, których żony są świeżo upieczonymi mamami wydają się tacy jakby... zdesperowani, "niedopieszczeni", rozglądający się na boki, chcący jeszcze choć raz poczuć ten stan, kiedy jest się dla kobiety absolutnie WSZYSTKIM, kiedy jest się numer jeden. Faceci kochają dzieci, ale są o nie głupio zazdrośni i to jest powód ich zdrad... Ile ja takich desperatów widziałam, ile męskich zwierzeń wysłuchałam w poprzedniej pracy...
Im jestem starsza tym większą mam nadzieję, że znajdę złoty środek, że dorobię się instynktu macierzyńskiego zanim mnie dopadnie starość, znajdę tego jedynego a jednocześnie nie pozwolę wygasać uczuciu, które nas połączy.

skomentuj (1)















k s i ę g a







l i n k i::

V.I.P. club
niepokoje
mortella

na skróty
TANGO!
urban dict
questia
YouTube
leksyka
e-dict
ling
gronek
google maps
hotmail





a r c h i w u m::

2007
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik

l a y::



M o r t e l l a .
blog.pl